Czy Ty mnie naprawdę kochasz?

Czy Ty mnie naprawdę kochasz, Ines?

Czy ja siebie naprawdę kocham?
To pytanie towarzyszy mi w ostatnich dniach praktycznie codziennie.
Przyznaję, że to z pozoru banalnie proste pytanie, po głębszym zastanowieniu nabiera nowego znaczenia.

Czym jest miłość? Gdzie jest jej źródło? Jeśli jest wszędzie, to dlaczego czasami tak ciężko ją ujrzeć i doświadczać?
Często mówi się o pragnieniu bezwarunkowej miłości, ale czy istnieje bezwarunkowa miłość i miłość. A może miłość jest jednoznaczna z bezwarunkową miłością i nie powinniśmy używać słowa „bezwarunkowa”, ponieważ „warunkowa” nie istnieje.
Bo gdy istnieją jakiekolwiek warunki wtedy to nie jest miłość.

I gdy tak wszystko pięknie wygląda: odnosimy zwycięstwo, spełniamy marzenia, poznajemy wspaniałe osoby, dni są słoneczne, u swego boku mamy ukochane osoby to bez wątpienia kochamy siebie.
Ale jak to naprawdę jest?
Czy kocham siebie gdy popełnię błąd?
Czy kocham siebie gdy oceniam lub skrzywdzę (słowem lub czynem) inną osobę?
Czy kocham siebie gdy robię wszystko co mogę by ruszyć naprzód, a nadal stoję w miejscu?
Czy kocham siebie gdy spostrzegam wszystkie swoje słabości, które u innych nie istnieją (choć pewnie istnieją inne lub są podobne tylko, że ukryte lub nieuświadomione)?
Czy kocham siebie kiedy jestem słaba, chora i nie mam na nic ochoty?
Czy kocham siebie gdy po raz kolejny ktoś komentuje „że znów przytyłam/schudłam”?
Czy kocham siebie jak czuję, że inni mnie oceniają?

Wychodzi na to, że to właśnie w tych najgorszych momentach odsłania się prawda, czy między mną a mną istnieje prawdziwa miłość.
Miłość.
Nie iluzja miłości.

Danielle LaPorte twierdzi, że prawda jest taka, jak ludzie, którzy Cię otaczają ( „Twoi” ludzie, nie wszyscy np:z autobusu, czy sali wykładowej).
Jeśli prawdziwie siebie kochasz, to otaczają Cię ludzie, którzy darzą Cię bezwarunkową miłością (trzeba mieć na uwadze, że nie chodzi o ideały, ale o ludzi ze swoimi słabościami i życiowymi lekcjami do przejścia).
Ludzie dookoła odzwierciedlają Twoje wnętrze.

Ale jak mają nas otaczać ludzie dający tylko miłość, jeśli my sami sobie czasami nie potrafimy jej dać?
Sprawa nie jest łatwa.
Dotykają nas nieustanne próby życia i różne wpływy (ludzi, środowiska, najbliższego otoczenia i nasze własne słabości, które też nas dosięgają w najgorszych momentach).
Tak więc ponownie można rzec: nie słowa a czyny!
Mówimy dużo, ale co i jak robimy?

Wierzę w miłość.
Wierzę w nią, pomimo tego, że nie zawsze jest dla mnie tak łatwo odczuwalna, albo i czasami wcale jej nie czuję.
Miłość kocha zawsze i bez względu na wszystko, w końcu to MIŁOŚĆ, największy skarb.

Wiem jedno.
Nie jestem idealna (choć tak bardzo bym chciała).
I choć nie jestem idealna, ale dziś mówię do siebie, że to nie szkodzi i że kocham siebie pomimo moich słabości. I tak będę mówić, aż stanie się to moją największą prawdą życia!
I muszę pamiętać, że istnieje taki czynnik jak czas, ale przecież MIŁOŚĆ cierpliwa jest 😉

Wiem też drugie.
My wszyscy jesteśmy do siebie podobni i za naszymi różnymi, dziwnymi, czasami dziwacznymi, czy niezrozumiałymi maskami kryję się ta sama potrzeba.
Potrzeba poczucia MIŁOŚCI.
A najwspanialsza i najgorsza (to zależy z jakiego punktu widzenia na to spojrzeć) wiadomość jest taka, że tą MIŁOŚĆ trzeba krok za krokiem odnaleźć w sobie.

A jak u Ciebie?
Czy Ty siebie naprawdę kochasz?
Zawsze i wszędzie?

Ale jak to mówią, lepsza najgorsza prawda niż najpiękniejsze kłamstwo.

Ja wybieram prawdę. Zawsze.

***

Dodaj komentarz