Słońce, to Ty?

I nagle się obudziłam.
Wokół panowała jedynie mroczna ciemność.
Rzuciła mnie na kolana.
I to mało.
Wylądowałam twarzą w śmierdzącym bagnie.
Zaszlochałam.
Nie raz.
Tysiąc razy.
Zawołałam o pomoc.
Nie raz.
Tysiąc razy.
I pojawiło się światełko.
Z bardzo daleka.
I nagle wiele przepełnionych strachem myśli.
A jak poparzy, a może nawet spali.
Roztrzęsione serce bało się zaufać.
Pierwszy krok, drugi krok i kolejne.
A ciemność i błoto wszędzie.
I jeden upadek i kolejny, i tak wiele razy.
Z czasem światło bywało bliżej.
Raz bliżej, raz dalej.
I do przodu poprzez ciemność.
Aż do momentu, gdy światło zaczęło przynosić nadzieję i rozgrzewać serce.
Część błota wyschła i odpadła.
Część pozostała i trzyma się kurczowo.
Ale serce rośnie i mgły opadają.
Co dalej.
Co wyłoni się zza horyzontu, gdy ciemność odejdzie i mgły całkowicie opadną.
Nieśmiało pytam.

Słońce, to Ty?

Dodaj komentarz