Książki i ja.

Ostatnio rozglądnęłam się po swoim mieszkaniu i uśmiechnęłam się sama do siebie.
Pomimo, że studia zakończyłam 6 lat temu, a kolejny zawód ukończyłam ostatnim egzaminem 7 m-cy temu, to wokół mnie nadal znajdują się stosy książek. Dosłownie stosy 😊

Uwielbiam książki.
Śmiało mogę powiedzieć, że w jakimś sensie mnie one wychowały.
To one poszerzały i nadal poszerzają moje horyzonty myślowe.
Nie raz mnie pocieszyły, czy rozbawiły.
Dzięki nim „poznałam” ludzi do siebie podobnych, których nie mogłam odnaleźć w swoim otoczeniu.
Dzięki nim bardziej zrozumiałam siebie (ciekawe, prawda?).

Paradoks jest taki, że w czasach szkolnych nie lubiłam czytać książek, uważałam że są nudne. Nie lubiłam też pisać żadnych wypracowań, czy innych pisemnych wypowiedzi w ramach przedmiotów szkolnych. Czułam w tym wielką ciężkość. (Jedyna książka, którą tak naprawdę przeczytałam bez przymusu był to „Mały Książę” Antoine de Saint-Exupéry i tylko z wypracowania o miłości (tak, ja wiecznie w swojej bajce od małego 😊)opartej na tej lekturze dostałam najlepszą ocenę. Już się to nigdy więcej nie powtórzyło. Kiedyś tego nie rozumiałam, dziś myślę, że intuicyjnie czułam prawdę i wartość płynącą ze słów).

Idąc na studia wpadłam w książki naukowe. Zanurzyłam się w nich i długo nie potrzebowałam się z nimi rozstawać. Chyba szukałam w nich mądrości, ale nie wiedziałam, że ja za słowem „mądrość” rozumiem całkiem coś innego niż powszechnie przyjęte.
Często tak jest, że używamy takich samych słów, które dla każdego oznaczają co innego. Bardzo dobrze to widać na przykładzie słowa „miłość”. Jedno słowo, miliony znaczeń – a wszystko zależy od perspektyw osoby, która o niej mówi. Myślę sobie, że to jedna z przyczyn, dlaczego jest nam tak ciężko się wzajemnie dogadać w dzisiejszych czasach. Dlatego to wielki dar jeśli spotykamy kogoś kto rozumie nas bez słów😊
Wracając do tematu i odpowiadając sobie na pytanie – Czy naukowe książki przyniosły mi mądrość i satysfakcję? Odpowiedź brzmi – Nie sądzę. Mogę jednak stwierdzić, że dzięki nim nie można mi wmawiać ewidentnych głupot, więc w jakimś sensie się one przydały.

W ostatnim czasie pojawiły się obok mnie książki, które wręcz zmieniają moją świadomość, a przez to i moje życie. To niesamowite jak poprzez książkę można mieć poczucie, że zna się osobiście autora (choć do rzeczywistego spotkania nigdy nie doszło). Zaskakujące jest też to, ile prawdy o sobie można odszukać poprzez książki. Niesamowicie się cieszę, że właśnie poprzez książki w ostatnich miesiącach poznałam tylu pięknych i cudownych ludzi.
Ludzi o wielkim sercu, głębokiej mądrości i czystych intencjach.
Ludzi o szerokich horyzontach i nieschematycznych umysłach.

Kiedyś zastanawiałam się ile trzeba z siebie dać by komuś pomóc. Myślałam, że wszystko, choć czas i doświadczenia tą moją teorię obaliły.
Dziś wiem, że jeśli po drugiej stronie znajduje się osoba gotowa na odbiór, to wystarczy jedno słowo wypowiedziane w odpowiednim momencie by dać komuś to „wszystko”.

Jedno słowo – wielka moc.

To co mówimy, jak mówimy i kiedy mówimy ma duże znaczenie.
Bardzo ważne jest też to, by druga osoba nie tylko nas słyszała, ale i słuchała to, co do niej mówimy.

Jedno słowo może odmienić życie.
A piękne zdanie potrafi ubarwić ten świat.




Dodaj komentarz