Dno oceanu – każdy ma swoje.

Bez znaczenia jest to, który mamy rok, miesiąc, czy porę roku.
Nic zupełnie nie przeszkadza, by móc odwiedzić dno własnego, prywatnego oceanu ukrytych uczuć.
Dno jak dno, jest ciemno, rosną wodorosty, znajdzie się parę śmieci, a z piasku można wykopać wiele splamionych własną krwią noży. Na tym dnie można ukryć wszystko z czym nie można sobie poradzić…

Przychodzi jednak czas, że życie z tym bałaganem na dnie staje się nie do zniesienia.
I kiedy zaczynasz sprzątać to wysuwa się wiele wniosków…

Chory świat, tworzy chore życie.
Na własne życzenie ranimy siebie nawzajem, tylko po to by bronić własnych ran, schematów i wierzeń. Tracimy mnóstwo czasu na manipulacje, dominacje, dramaty. Później taki sam czas jest potrzebny do tego by posprzątać ten chaos, który pozwoliliśmy sobie stworzyć, albo który sami nieświadomie wykreowaliśmy we własnym świecie.

Ziemia to planeta wielu barw, kształtów i świadomości.
Bywa ciężko kiedy słoń musi się nauczyć rozumieć mrówkę, a motyl, delfina.
Jedne drogi muszą się rozejść, a inne zejść. Kot nie będzie udawał psa, a pies kota. Niezależnie kto na siłę będzie odgrywał sztuczną rolę, to właśnie ten zostanie życiowym przegranym. Prawda czasami jest bardzo bolesna, ale konieczna.

Ale w życiu na Ziemi nie chodzi o to by szczur zamieszkał z orłem. Chodzi o to by szczur wiedział, że jest szczurem, a orzeł zdawał sobie sprawę, że jest orłem. Jedno ma żyć w kanałach, a drugie w koronach drzew – i tak jest dobrze. Bo czy można stworzyć większy dramat niż ten, kiedy orzeł nawraca szczura, a szczur uczy orła jak ma żyć. Na Ziemi jest miejsce dla każdego, dla słonia, mrówki, orła i szczura…
Niech każdy żyje jak chce, tam gdzie chce i robi co chce jeśli nie przekracza granic przyzwoitości i nie krzywdzi drugiego.

Patrząc z głębszego poziomu zrozumienia, tak naprawdę wszystko czego pragniemy to uczyć się.
Nie z książek, ale z życia.
Choć to wiemy, to ludzki rozum nie pojmuje tego pragnienia.
Tylko serce rozumie, że tak jest dobrze.

Wychodzimy do świata z otwartością, ufnością i niezachwianą wiarą w dobro. Wychodzimy by nauczyć się, że nie każdy gatunek karmi się kwiatowym nektarem. Mało tego, uczymy się, że nie każdy nawet lubi motyle. Ufny, otwarty motyl nie wie, że pustynia do której go zabrano, nie zrobi z niego wielbłąda i to jak mocno by się nie postarał to nic nie pomoże i ostatecznie wypali się na gorących piaskach pustyni.
Motyl musi zrozumieć, że miejsce w którym go umieszczono nie pasuje do niego. Motyl ma szukać łąki, bo tylko wśród kwiatów odnajdzie to, co go karmi i tylko tam spotka inne motyle. Porzuci wtedy cały ciężar wysiłku starania się być kimś innym, kimś lepszy, kimś piękniejszym, kimś bardziej pasującym do normy i formy, i po prostu zacznie być. Zaoszczędzi w ten sposób czas, energię i ocali swoje życie, które zabarwi się kolorami wielu kwiatów.
Motyl ten nie będzie też nawracał innego motyla, by ten podjął ryzykowną, pełną poświęceń i bólu podróż z pustyni na łąkę. Wie, że każdy musi wziąć odpowiedzialność za swoje życie i odpowiedzieć sobie na pytanie czego tak naprawdę chce – „bezpiecznej” pustyni, czy „ nieznanego” ogrodu.


Wracając jednak do wątku oceanu…
Nikt obiecać Ci jednak nie może – gdzie, kiedy i jak dopłyniesz do brzegu.
Jedno jest pewne, siedząc na dnie nigdy nigdzie nie dopłyniesz.
Mało tego, dna nie opuścisz do czasu jak go nie posprzątasz…
A sprzątanie może budzić niepokój, zwłaszcza wtedy, kiedy okaże się, że wszystko co stare trzeba odrzucić i jedynie pozostawić wywołującą lęk pustkę.
Na pocieszenie przychodzi jednak prawo Ziemi, które mówi, że życie nie lubi pustki i prędzej czy później (to „później” statystycznie wygrywa:)) nowe życie wypełni przestrzeń…

(Zdjęcia autorstwa Belle Co oraz Plenio Johannes)

***

Dodaj komentarz