
Kiedyś bardzo nie lubiłam koloru różowego.
Kiedyś nie potrafiłam usłyszeć prawdy, która wyniesie mnie z bólu do poczucia spokojnej radości ( tak, ja wyróżniam takie uczucie :)).
Dziś mogę stwierdzić, że jest inaczej.
W związku z tym pojawiło się we mnie pytanie- dlaczego wcześniej tego nie umiałam,wtedy kiedy tak bardzo tego potrzebowałam, albo dlaczego nikt mi tego nie powiedział…
Odpowiedź jest pewnie wielowymiarowa i zgodna z zasadą „tak miało być i tak było dobrze na dany czas!”
Pomyślałam jednak, że może powinnam dzielić się tym, co otrzymuję.
Może jakaś Ines z przeszłości chciałaby coś takiego usłyszeć w tym właśnie momencie.
Tak wiem, że nadeszły czasy, że mówią wszyscy, ale w sumie nikt nie mówi tak jak ja! :):):)
I tak na fali inspiracji stworzyłam też rysunek, jak dla mnie w całkiem nowym stylu.
I patrzę na niego i widzę ten róż…
Róż, który odrzuciłam. Róż który był dla mnie za słodki, za mdły i kojarzył mi się z plastikowymi i żywymi Barbie. A ja przecież nie jestem Barbie! 🙂
Ale dziś patrzę na te „słodkie” kolory i wiem, że ten róż jest inny, prawdziwy i niesie za sobą coś więcej niż pustkę. Niesie wartość. Wartość bezwarunkowej miłości.
Różowej miłości do siebie, której musimy nauczyć się my wszyscy, i Ja, i Ty.
Tak więc dziś, taki klimat:)
Mogłabym rzec, że dzisiejsza ekspresja nie w moim stylu, ale czy to w sumie nie powinno tak być, by mieć w sobie wszystko w boskiej równowadze?
A może jednak w moim stylu tylko tego jeszcze nie wiem?
Kto to wie:)
Moc miłości,
Ines:)