Był sobie list…

A wszystko zaczęło się od pewnego listu , mojego listu…


Droga Pani Mario,

 może pisarką to ja nie jestem, ale chciałabym podzielić się z Panią moim podsumowaniem z podróży do Sintry. Pragnę zaznaczy, że to była dopiero moja druga samodzielna podróż, zaplanowana przeze mnie od początku do końca. Zważywszy na to że w mojej rodzinie się nie podróżowało, decyzja i realizacja była jakimś wyzwaniem…choć nie ukrywam, że od dziecka marzyłam o podróżach, a przed 30-stką postanowiłam zrealizować to oto marzenie ;). Tak więc, przełamałam swoje lęki i podjęłam decyzję. Dlaczego Sintra? Zapewne dlatego że nam Pani tyle o niej dobrego opowiadała, ale tak na prawdę decydującym momentem był ten w którym zakupiłam u Pani drzewko, a słowa „drzewko z Sintra” jakby zadzwoniły- ze wzmocnieniem na słowo Sintra.


 


Już przed samą podróżą wiatr wiał w skrzydła, ponieważ okazało się ze w tym samym dniu i praktycznie o tej samej godzinie wylatuje z Wrocławia (tyle że do Włoch, a ja do Portugalii) moja koleżanka ( z którą praktycznie stosunkowo niedawno, odświeżyłam znajomość). Tak więc znikł problem z dostaniem się na lotnisko 😉
Dzień 1.- wtorek 21.05.2019r. Przylot do Lizbony, z której odebrała mnie właścicielka mieszkania.
Dzień 2. Park Pena- mam wrażenie że obeszłam cały dookoła, chodziłam tam ok. 6 godzin 😉

Dzień 3. Na ten dzień zaplanowałam wizytę w resorcie Penha Longa ( jaki obszar! Jakie bogactwo! Właściciel na pewno ma otwarte wszystkie kanały dobrobytu ;)) i muszę się szczerze przyznać, że gdybym wiedziała jaki on jest ekskluzywny możliwe, że nie wzięłabym się na odwagę. Na moje szczęście, nie wiedziałam. Ubrałam jedyną sukienkę jaką zabrałam z Polski i poszłam na nogach, bo jakoś ciężko było mi odnaleźć dojazd komunikacją miejską. Całkiem zabawne było to jak wszyscy z samochodów, przyglądali mi się z niedowierzaniem ( choć część drogi udało mi się przebyć lasem). Tak się cieszę że to zrobiłam! Czułam się świetnie, jakoś wyjątkowo. To bycie damą zdecydowanie mi odpowiadało (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Poczułam się wartościowo i wyjątkowo. Obsługa przywitała mnie serdecznie i po raz pierwszy zostałam „madam”. Co prawda, chyba z 3 razy dopytywano się mnie czy na pewno jestem i będę sama 😉 Później odnalazłam megality z krzyżem, posiedziałam z nimi chyba z godzinę, nastrajając się na jak najlepsze emocje.


W tym samym dniu, zawalczyłam o siebie i o swoje życie. Pierwszy raz w życiu dosłownie posikałam się ze strachu! Dziś wybity palec czuje się świetnie, a na podudziu został mi tylko siniak ok. 10 cm. To wielki dar od losu, że miałam wsparcie w takiej osobie jak Pani. Całe życie będę za tą pomoc wdzięczna. Dziękuję! Trochę to zachwiało moją pewnością siebie ( zdarzało się że podskakiwałam ze strachu na podmuchy wiatru, albo nie wsiadłam do tuk-tuka bo mężczyźni nie budzili mojego zaufania).
Jak tak dalej pójdzie, to niebawem będę mogła pisać książkę o swoim życiu 😉 Szczerze to mam jednak nadzieję, że to już koniec takich ekstremalnych sytuacji w moim życiu;) Już czas na dobrodziejstwa! 😉
Kolejne dni minęły bez tak spektakularnych przeżyć.


Była to podróż, podczas której wiele razy się wzruszałam, czasami bez powodu. Jestem wdzięczna, za każdy uprzejmy uśmiech skierowany w moją stronę, jestem wdzięczna Panu z turystycznego autobusu, który zabrał mnie z własnej inicjatywy za darmo! z pod Convento dos Capuchos w pobliże centrum ( tak, tak, miałam szalony pomysł dojść z mojego mieszkania do klasztoru na nogach, niby ok. 8 km, ale mnie się zdawało jakby to było min. 10, więc jak doszłam na miejsce to już miałam trochę dosyć ;)), jestem wdzięczna dziadkowi z Hong-Kongu, który był bardzo uroczo troskliwy w zapewnianiu mnie że wsiadłam w dobry pociąg, jestem wdzięczna Panu, u którego kupiłam obrazek, który popatrzył na mnie i podarował mi magnes w prezencie…


…jestem wdzięczna dziewczynom z Sintry za ich czas i za to, że podprowadziły mnie pod same drzwi poczty, którą starałam się odnaleźć, jestem wdzięczna parze za pomoc w kupnie biletu i za to że poświecili mi swój czas, jestem wdzięczna Dorin (dziewczyna z mieszkania w którym przebywałam), która ponownie uświadomiła mnie, że mam siłę samodecydowania i że nie każda dziewczyna dałaby radę w sytuacji z którą przyszło mi się zmierzyć ( właścicielka jej wszystko opowiedziała).
Jestem wdzięczna za to- siedząc tu i teraz, w moim mieszkaniu, w moim znanym mi mieście- że mogę stwierdzić że mi się udało! Udało mi się przełamać : kolejne bariery językowe ( już się tak nie martwię że popełniam błędy), strach przed kolejną podróżą w nieznane, strach i lęk przed kolejnym atakiem. Cieszę się że mam też miłe wspomnienia z Sintry. Nawet czuję, że zmieniła ta podróż we mnie, coś co nie jest widoczne gołym okiem, coś na poziomie mojej duszy…ciężko mi to opisać. Doświadczyłam powiedzenie „ jakość nad ilość”- i tu mam na myśli moją wizytę w sklepie który mi Pani poleciła, kiedyś bym nawet do niego nie weszła, a dziś stać mnie by kupić sobie na prawdę jakościowo fajne rzeczy i nie mam wyrzutów sumienia w związku z wydanymi pieniędzmi! ( Ciekawe, że w Polsce nienawidzę chodzić do sklepów, nie odnalazłam takich swoich zakupowych miejsc i mało co trafia w mój gust, a tam podobało mi się bardzo dużo rzeczy, a zakupy sprawiły mi wielką przyjemność! Nawet moja mama jest zachwycona moja narzutką;))

Po powrocie postanowiłam przez 30 dni wykonywać medytację oczyszczania z Archaniołem Zadkielem* (niesamowicie mi ona pomogła jak byłam zdołowana//* to taki anioł od spraw beznadziejnych i wielkich życiowych porządków), spróbować Qigong (właścicielka mieszkania jest w nim zakochana- a ja jeszcze tego nigdy nie ćwiczyłam! A że jestem otwarta na wszelkie nowości to zobaczymy ;)), postaram się wkładać więcej uwagi i skupienia w to co robię w danym momencie, pragnę wdrożyć w życie powiedzenie : jakość ponad ilość oraz pozwolić sobie na większe oczekiwania od życia w stosunku do bogactwa materialnego ( a w tym to już Pani zasługa w związku z inspiracją odwiedzenia Penha Longa i tego sklepu;)).


Trochę mam wrażenie jakby to wszystko to był jeden wielki sen. Cieszę się, że się udało. Kolejny krok do przodu ponad swoje ograniczenia. Choć duża świadomość własnych ograniczeń. No niestety, tu w Polsce, gdzie aktualnie przebywam, moje ciało aż tak mocno nie wibruje, choć mam wrażenie że jestem naładowana energią 😉 Chyba czas uwierzyć w to że zasługuję na więcej i że wszystko się może w jednym momencie obrócić o 180 stopni na lepsze! Nie ukrywam, że nasz bliższy kontakt w ostatnim czasie dodał mi sił i wiarę, bo już od dawna skrycie marzyłam by mieć kogoś takiego wyjątkowego jak Pani u swego boku. Jestem wielką fanką Pani inicjatywy z oazami natury! Cieszę się że łączy nas wspólny cel pomocy Ziemi.


Jednego jestem pewna na 100%, a mianowicie tego, że pragnę zmiany na lepsze i nie poddam się aż do ostatniego dnia tutaj na ziemi 😉

Z miłością Ines;)





































Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s