Powrót do przeszłości

Czym byłby dla mnie ten blog, nawiązujący z resztą do moich podróży, gdyby  nie wspomnieć o mojej pierwszej samodzielnej wyprawie.
W listopadzie 2018r. wybór padł na Sardynię.
Dlaczego akurat ta wyspa? Pewnie po części dlatego, że lot był krótki i bezpośredni (lot z Krakowa),  ale  chyba przede wszystkim dlatego, że coś „ciągnie” mnie do wysp.
Większość osób twierdzi, że zwiedzanie Europy to plan na starość. W mojej wersji Europa jest  pierwszymi krokami, by nabrać pewności siebie, by zobaczyć siebie w różnych sytuacjach i przygotować mentalnie do wyprawy na odleglejsze krańce.
Na tą chwilę Europa daje mi poczucie „bezpieczeństwa” w każdej awaryjnej sytuacji ( w sumie to tak kiedyś myślałam, teraz jednak nie jestem już tego  do końca pewna:))
Bądź co bądź  zawsze to jednak bliżej domu  😉

A teraz dowiesz się, jak posłużyło mi przypadkowe stanie się Rosjanką…
Zacznę od tego, że podczas trwania całego lotu nie zjadłam nic. Dlaczego? Sama nie wiem, może z przejęcia, a może mi się wydawało, że trzeba siedzieć sztywno na swoim miejscu, a może stwierdziłam, że lot jest krótki i zjem po wylądowaniu, a może z tych emocji nie czułam głodu.
Okazało się jednak , że po wylądowaniu dopadł mnie wilczy głód. Wygrzebałam z plecaka mojego super banana i zadzwoniłam do domu z wiadomością, że żyję.
I niech ci się nie wydaje, że to był nic nieznaczący banan. Jak się zaraz dowiesz  to był najbardziej wyjątkowy banan mojego życia 😉
Kiedy już odbyłam rozmowę telefoniczną i zjadłam banana, pojawił się problem jak pozbyć się skórki.
Oczywiście na lotnisku były śmietniki do segregacji odpadów, ale niestety pojemnika  na „ bio” nie było…i w tym momencie pojawił się sardyński Rycerz, który porwał moją skórkę od banana i rozpoczął heroiczną wyprawę w poszukiwaniu odpowiedniego  kubła. Ostatecznie pozostałości mojego banana trafiły w ręce obsługi lotniskowego baru, a mój sardyński Rycerz powrócił  i z niezachwianą pewnością stwierdził, że na pewno jestem z Rosji. 
No i stało się… nie byłam.
Ostatecznie nie przeszkodziło to w tym, aby mężczyzna zaoferował  mi podwózkę do centrum, po tym jak sam nie umiał mi pomóc w odnalezieniu drogi na pociąg.  I uwierz mi na słowo, to była moja pierwsza w życiu podróż na stopa ( w Polsce ten rodzaj transportu jest dla mnie nie do przyjęcia!).
Historia ta skończyła się następująco: Pan-Sardyńczyk wraz z żoną podwieźli mnie ( za darmo!)nie tylko do centrum, ale pod dokładny adres gdzie czekał na mnie wynajęty pokój, a na dodatek ten przemiły Pan podarował mi w prezencie bilet na komunikację miejską! ( pragnę zaznaczyć jak dużo to dla mnie znaczyło, zwłaszcza, że nie miałam „zielonego pojęcia” w którą stronę się udać i jak trafić do mieszkania).
Jakież to wszystko było urocze. Sama Laura ( właścicielka mieszkania) stwierdziła, że jest w szoku, bo ponoć takie rzeczy nie są typowe.
A jednak!
I w tym momencie przypomniało mi się, jak lekko irytowało mnie, gdy podróżnicy w swoich książkach opisywali takie szczęśliwe trafy losu i  wtedy kiedy pisali, że trzeba tylko zachować spokój i ufać, że będzie dobrze… ja myślałam…tak, tak,  tobie to może się tak zdarza…A tu proszę i mi się zdarzyło!
Choć ja miałam łatwiej, ze względu na to, że nawet nie zdążyłam zacząć się martwić, jak nadeszła pomoc:)



Miłym zaskoczeniem była również spontaniczna pomoc  leśniczego, gdy bez większego przygotowania postanowiłam odwiedzić  Park Sette Fratelli. 
Nie wiedziałam co robić, gdzie iść ( bez mapy- w informacji  turystycznej nie byli mi w stanie powiedzieć gdzie ją można zdobyć i internetu- mój telefon zepsuł się 5 dni przed odlotem i wspomagałam się starym, pożyczonym od mamy), a tu ponownie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zjawiła się pomoc:)
Nie wspominając już jak w drodze powrotnej autobus zjawił się na przystanku TROCHĘ wcześniej  i zamiast wracać o 15:45 ruszyliśmy o 15:15…
oj różnica tylko 30 minut, nie ma się czego czepiać 😉
Na całe szczęście dla mnie nie miało to znaczenia, bo pojawiłam się  na przystanku znacznie przed  planowanym czasem odjazdu.




Sama właścicielka mieszkania zaskoczyła mnie mile przed samym przylotem, oznajmiając, że planuje z rodziną odwiedzić córkę w okolicach Londynu i nie będzie jej praktycznie przez cały mój pobyt. I tak, w taki o to sposób w cenie pokoju miałam całe mieszkanie do dyspozycji, to był dopiero szczęśliwy zbieg okoliczności!
Swoją drogą, jak wiele osób z Polski zostawiłoby cały swój dobytek obcej osobie z innego kraju, ufając w jej uczciwość….Do dziś jestem pod wrażeniem. Jak widać …co kraj to obyczaj, co rodzina to inne prawdy i przekonania…

Ta podróż pokazała mi, że trzeba nauczyć się ufać, puścić się z nurtem życiowej rzeki, że nie wszystko jesteśmy w stanie zaplanować i przewidzieć, a oczekując  odpowiedzi przed postawieniem pierwszego kroku zamykamy się w klatkach strachu i pozornej kontroli panowania nad wszystkim.

 Cytaty które „przyszły” do mnie podczas tej podróży:
„ Wczoraj byłam bystra i chciałam zmienić świat. Dziś jestem mądra, więc zmieniam siebie”
„ Jeśli czujesz się źle, to znaczy, że robisz źle. Jeśli czujesz się dobrze to znaczy, że robisz dobrze”

Po tej podróży postanowiłam również, że zrobię coś szalonego, o czym od bardzo dawna marzyłam. Obiecałam sobie, że nie będę myślała jak i skąd… Zdradzę, że nie chodzi tu o Sintrę i Portugalię o której już wiesz. Jak się uda ( a wierzę w to, że się uda!) to do końca roku pojawi się tu moja relacja.
Na samą myśl jestem podekscytowana, a moje serce się raduje…a rodzice osiwieją 😉



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s