Lawendowe pole

Ci co znają mnie bliżej, doskonale wiedzą jak bardzo pragnę mieć swój kawałek ziemi, takie własne miejsce z dala od zgiełku miast, hałasu, spalin, betonu…
Dziś, kiedy piszę ten tekst, jeszcze na takie miejsce czekam.

Ostatnio poprzez media społecznościowe pewna kobieta pochwaliła się swoimi pięknymi lawendami wśród których uroczo fruwały białe motyle.
Piękne miejsce pomyślałam, a w sercu zadrżała tęsknota (nie umiem wytłumaczyć jak to jest, że  tęsknię za czymś czego nigdy nie miałam, albo za kimś kogo osobiście nie znam- tak już mam😊).

Pomyślałam, że jest jak jest i nie chcę już dłużej się smucić z otaczającej mnie rzeczywistości, bo to nie przynosi nic pozytywnego.
Nagle jednak w głowie pojawiła się myśl. Przypomniało mi się, że dwa lata temu moja koleżanka wspomniała mi o miejscu wypoczynkowym w naszych okolicach, gdzie właściciele uprawiają własne pole lawendy. Tak się złożyło, że kiedy z ciekawości zadzwoniłam zapytać o noclegi, właściciel wspomniał, że jest muzykiem i gra raz w tygodniu swoje autorskie koncerty i kolejny miał być za dwa dni (okazało się też, że wszystkie noclegi są już wykupione do połowy sierpnia:)).

Długo nie myślałam i postanowiłam –  jadę odwiedzić pole lawendowe!

Dla mnie, dla wielkiego miłośnika kwiatów sam pomysł sprawił ogromną radość.

Kiedy dotarłam na miejsce ujrzałam zadbaną przestrzeń, kwiaty i drzewa, a w oddali piękne lawendowe pole.

Oczywiście pole lawendowe bardzo mnie urzekło (nigdy wcześniej nie miałam okazji by posiedzieć wśród tak wielu kwiatów lawendy).
Tradycyjnie stwierdzam, że zapach żywych kwiatów w naturze jest o niebo piękniejszy niż po ich zerwaniu! Było uroczo, wokół kwiatów latały bąki i białe motyle, a w tle cykały świerszcze. Zdecydowanie moje klimaty.
Ponadto poznałam nowych przyjaciół z merdającymi ogonkami 🙂

Mało tego, zaskoczyli mnie też sami właściciele obiektu.
Okazało się, że łączy ich miłość i wspólna kreacja własnego miejsca na ziemi.
Już od ponad 20 lat tworzą swoją piękną lawendową oazę, a pomimo masowych nacisków i wzorców, nie zrezygnowali ze swoich marzeń.
Właścicielka tworzy lawendowe wiązanki, woreczki zapachowe, hydrolaty, olejeki eteryczne, a właściciel spełnia się w muzyce- tworzy dźwięki i pisze piosenki bogate w piękne słowa.
I takim oto „przypadkiem” przeniosłam się w przestrzeń gdzie miejsce karmi zmysły, a ludzie tworzą coś pięknego.

W związku z tym doświadczeniem mam osobistą refleksję.
Przypomniało mi się ile to razy w ciągu mojego życia usłyszałam, że „te” pragnienia są bez sensu, a „to” nie ma przyszłości, „tamto” się nie opłaca, a jeszcze „coś” innego do niczego i nikogo nie pasuje.


Ile razy samemu zabiło się własne marzenia, bo zostały wrzucone w błoto zewnętrznej oceny i krytyki.
A ta kłamliwa „mantra”- „nie samą miłością człowiek żyje”, czy nie zniszczyła to, co w ludziach najpiękniejsze?
A ja Ci powiem, że osobiście uważam, że jest całkiem na odwrót.
Prawda jest taka, że człowiek żyje samą miłością!
Miłością, która objawia się kreatywnością, dobrem i radością.
 
Człowiek prawdziwie żyje dopóki ją w sobie ma, bo jeśli ją traci to tylko wegetuje, a to nie jest to samo co życie.


 Dziś mamy czasy, że nie tylko trzeba mieć miłość w sobie, ale trzeba też o nią walczyć, by nie pozwolić na to, by cokolwiek lub ktokolwiek tą miłość w naszym sercu zabił.


Jak często inwestujemy w ludzi, którzy nie znają prawdziwego znaczenia słowa „miłość” i ściągają nas do piekieł?
I choć czasami nie widzimy tych pięknych ludzi, o czystych intencjach, to oni są.
Musimy się tylko odnaleźć i połączyć.



Nowy świat jest możliwy. Tworzysz go dziś, i Ty, i Ja.

Walcz o siebie i swoje serce, a niebawem przyjdzie czas, że my wszyscy o pięknych sercach i czystych intencjach odnajdziemy się we wspólnej przestrzeni miłości!

Z miłością,
Ines 🙂

***

Jeden komentarz

Dodaj komentarz